projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

zdjęcia z tegorocznych wakacji Mistrzunia, czyli migawki ze szpitala przemienienia

niepozorna karteczka znów wędruje z rąk do rąk,
podobnie jak Mistrzunio, obracany jak pięć kilo wieprzowiny z kością
u dobrego rzeźnika.
sprawne ręce kłują go bowiem codziennie po wszystkich tłuściutkich kończynach.
nie robi już na mnie najmniejszego wrażenie wycieranie strużek krwi z jego główki,
gdy raz za razem pobierają ją spomiędzy słomkowych włosków.

przyszliśmy na krótką diagnostykę, na oddziale zostajemy zamknięci blisko miesiąc.
krwawiące w połogu matki śpią na podłodze przy kuble z resztkami jedzenia.
w instytucie, gdzie lekarze korzystają z najnowocześniejszych technologii
jak z gwiezdnych mieczów Jedi,
w łazience dla rodziców przez trzy tygodnie nie ma mydła.

*     *     *

filigranowa pani doktor z widocznym mozołem pcha przed sobą ultrasonograf,
wielki jak lodówka Pamir.
bada te bidy z nędzą najdelikatniej i najczulej,
gładząc kawałki ciałka między plastrami i kablami.
dzieci przyjmują chłodną głowicę jak miłosną pieszczotę,
pani doktor szepcze do nich miękko
i tylko drżący lewy kącik ust zdradza, w jakim skupieniu pracuje,
mierząc rzeczy, które nigdy, przenigdy nie powinny były tam urosnąć.

po kilku dniach przenoszą nas do izolatki,
w której Mistrzuniowi dwa razy dziennie lana jest w żyły trująca ciecz,
zwana na oddziale Domestosem, ponieważ wyżera i wypala wszystko na swej drodze,
z różowymi niemowlakami na czele.
mam przywilej spania przy synku, ale nie wolno mi z nim wyjść poza próg izolatki.
na zewnątrz jest lato. podobno.

inwestujemy w nasze dzieci, dlatego poza USG
Mistrzunio ma mnóstwo zajęć dodatkowych.
walczymy, by nie podać mu narkozy – celowo głodzony, drażniony i wściekły,
na progu pracowni MRI dostaje butelkę ciepłego mleka
i utulony w płaczu zasypia błyskawicznie, wykończony szlochem.
parę sekund później ląduje zablokowany w ortezie
i wjeżdża do plastikowego tunelu rezonansu magnetycznego.
myślę, że to żart, kiedy zakładają mu na głowę dorosłe, grube słuchawki,
dzięki którym ma nie usłyszeć startującego odrzutowca.
ja stoję u wrót maszyny, mam za zadanie pilnować czy Mistrzunio się nie zachłystuje i nie zadusza.
przez pół godziny fiksuję swój wzrok albo na jego nieruchomych, wystających stopach,
albo na czerwonym serduszku nad jego ciałem.
Jurek Owsiak, znowu ty!
udaje się.  wycieńczony chłopczyk nie budzi się,
narkoza pozostaje bezpiecznie w strzykawce,
a wrzeszcząca maszyna z sukcesem szatkuje blond główkę na czarno-białe plasterki.

czekając na interpretację opisu od-którego-tak-wiele-zależy
trafiam na kolejny oddział,
ale nie jestem w stanie czekać. nie jestem.
w co drugiej sali krzyczy dziecko.
to nie są płacze, zwyczajne szlochy cierpiących dzieci,
na które natykasz się tu co krok.
to są wycia. krzyki. skowyty.
zbiegam po schodach, nie czekając na windę.
w szpitalach byłam świadkiem wielu tajemnic, bolesnych,
ale kanon tych rozdzierających krzyków
nie opuści mnie przez wiele tygodni.

podobnie jak wiele innych mgnień z tego pobytu.
pielęgniarki spuszczające płyn mózgowo-rdzeniowy
wprost z ciemiączka w główce noworodka.
lekarka nie mogąca powstrzymać łez w chwili przekazywania diagnozy rodzicom.
matka bez ręki sprawnie karmiąca swoje dziecko zaplątane w kilometry kabli.
egzotycznie ubrani Azjaci stojący ze spuszczonymi głowami pod drzwiami sali,
zaciskający usta w niemym płaczu.
neurochirurdzy o szarych twarzach zaglądający do dzieci,
które naprawiali poprzedniej nocy w trybie alarm.
lekarka odmawiająca zdenerwowanym ratownikom przyjęcia na oddział inkubatora z bordowym wcześniakiem,
a potem nieudolnie ocierająca mokre powieki.
pielęgniarka, która podaje szczepionkę nie temu dziecku i musi spojrzeć w oczy jego rodzicom.
matka tłukąca młotkiem surowe liście kapusty, dzika furia pomieszana z wściekłością.
ojciec zawstydzony swoimi łzami, których nijak nie dało się zatrzymać,
choć łzy dorosłych mężczyzn są tu powszednie i nikogo przecież nie dziwią.
Junior pytający przez telefon, czy to przez niego Mistrzunio jest tak długo w szpitalu.

*     *    *

chcę być lekiem na całe zło.
biorę w objęcia Mistrzunia.
dokąd z nim uciec, kiedy jesteśmy zamknięci w kubiku dwa na dwa?
jak mam go osłonić, jak uratować?
chcę zachować pozory normalności.
moje dziecko tak dawno nie było na spacerze.
wbrew wszelkim zakazom, otwieram lufcik, wpuszczam trochę świeżego powietrza.
zakładam słuchawki, włączam Simply Red,
biorę człowieka na ręce. zamykam oczy.
tańczymy.

sometimes all I need is the air that I breathe
and to love you.

nie widzę podtrzymujących czynności życiowe maszyn
ani stert opatrunków wokół nas.
tańczymy. przytuleni policzek do policzka.
wtuleni. scaleni. spłakani.
chwila absolutnej, niewypowiedzianej bliskości i szczęścia.
kołyszemy się.
przytulam swoje dziecko tak mocno,
że Mistrzunio nagle oddaje mój pokarm,
odciągany pracowicie kropelka po kropelce.

nasz moment emocjonalnej dwujedni,
kosmicznej komunii matki i dziecka
i nasze ostatnie ubrania
obrzygane do imentu.
kurtyna.

© Copyright 2012 CorbisCorporation

4 comments on “zdjęcia z tegorocznych wakacji Mistrzunia, czyli migawki ze szpitala przemienienia

  1. Marta
    05/12/2014

    …………………………..

  2. Taby
    06/11/2014

    Droga Mamo Mistrzunia i Juniora. Trzymaj się!!! Mocno się trzymaj. Wspaniale, że razem zatańczyliście. I pamiętaj – „wszystko kiedyś mija, nawet najdłuższa żmija”.

  3. ja
    03/11/2014

    O matko😦
    trzymamy kciuki za Was

    ….nawet nie wiem, co napisać…

  4. Frankowa_mama
    31/10/2014

    Jeśli potrzebujecie JAKIEJKOLWIEK pomocy- masz mój mail. O każdej porze dnia i nocy. Mistrzunio chłopie, tulę! Matko, Ciebie też.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: