projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

ta niepozorna karteczka, czyli falowanie i spadanie

jesteśmy w domu. jest zwyczajnie. jest cudownie.

po drodze ze szpitala mamy stłuczkę, ale wszyscy cali.
to tylko samochód!

okazuje się, w domu wody po kostki, zepsuła się pralka.
wybebeszamy zalane szafki, ich zawartość gnije wesoło na podłodze.

kilogramy prania, wózek, szpitalna torba, kałuże lenorowej wody.
nie przejmujemy się. nie chcemy na to patrzeć, bierzemy dzieci
i idziemy do zaprzyjaźnionej knajpy,
pomieszkać w ładnym, suchym miejscu.
b i e r z e m y d z i e c i.
jak to brzmi! jacyśmy dumni!
właścicielka wita nas pogodnie,
przedstawiamy jej dwudniowego Braciszka.
pijemy mocną kawę, całujemy się. kochamy nasze życie.

mamy swoich chłopców. serce pęka z nadmiaru szczęścia.
przez kolejne dni, rano niespiesznie pijemy kawę.
ekspediujemy Dzidka do przedszkola.
objęci jak dwa pingwiny siadamy na kanapie,
godzinami wpatrujemy się w śpiącego Braciszka,
podziwiając owoc żywota naszego.

zjawiskowe kwiaty, którymi M. przywitał nasze wyjście ze szpitala,
oglądamy przez szybę.
stoją za oknem, M. ma na nie alergię.
strasznie się z tego śmiejemy.

śmiejemy się cały czas.
obejmujemy się i całujemy – siebie i synków.

co drugi dzień – kolacja z przyjaciółmi.
siedzimy, gadamy, karmimy dzieci.
po naszym domu biega ich teraz spora gromada.
wieczory są pogodne, a jedzenie pyszne.
moje zupełnie nieudane ciasta goście łaskawie przemilczają,
ratują wieczór przyniesioną z domu tartą.

wszyscy jesteśmy wciąż młodzi, ale już dojrzali.
mamy dzieci. jesteśmy spełnieni. jesteśmy szczęśliwi.

jest cudnie. jest spokojnie. jest doskonale.
jestem taka szczęśliwa!
taka szczęśliwa, że aż co jakiś czas
na piersiach siada mi czarna, ciężka zmora,
która chwyta za gardło i sączy:
tak ci się tylko wydaje! to jeszcze nie koniec!

* * *

i już wiem.
od początku wiedziałam.

niepozorna karteczka z laboratorium,
dołączona do wypisu. bez komentarza.

teraz muszę tylko napisać pewnego maila.
Ulubiony Doktorek odpowiada bardzo szybko.

to na pewno odmatczyne, pisze.
jezu, miejmy nadzieję, że to odmatczyne, czytam.

musicie powtórzyć badania.
teraz wyjeżdżam na urlop.
proszę w każdej chwili dzwonić.
może choć tak będę mógł pomóc, pisze.

musicie tylko potwierdzić, że to to.
nie leczę dzieci. ale będę konsultował.
nie zostawię pani. jestem. wiele przed wami, czytam.

hello darkness, my old friend.

* * *

patrzę na naszych chłopczyków.
na nasze idealne, wywalczone życie.
zamykam oczy, żeby zachować zdjęcie pod powiekami.
jeszcze jest nieporuszone.

w nocy śni mi się, że stoję na piasku i skamieniała widzę,
jak na horyzoncie rośnie wielka, wielka czarna fala.
nie mam dokąd uciec, mogę tylko biernie patrzeć, jak sunie do brzegu.
rozpłynie się, rozmarszczy?
skumuluje, wszechogarnie?

wiem, że zaraz we mnie uderzy.
nie wiem tylko, jak mocno.

simon-and-garfunkel-bw

 

5 comments on “ta niepozorna karteczka, czyli falowanie i spadanie

  1. Pingback: mane, tekel, fares czyli ważenie losów Mistrzunia | projekt junior

  2. Pingback: jak zepsułam nasze szczęście, czyli Mistrzunio wchodzi na ring | projekt junior

  3. tylkospokojnie
    27/07/2014

    Precz z falą.

  4. kaczka
    26/07/2014

    Odmatczyne. i juz. Na inne nie ma zgody.

  5. Zuzanka
    25/07/2014

    Przede wszystkim – gratulacje, że jest Was czworo. Pomyziaj malucha po piętce.

    Mam nadzieję, że karteczka się wyjaśni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: