projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

tuż po finale Wielkiej Orkiestry dziś trzynasty, czyli to był bardzo dobry dzień

dostał kiedyś Dzidek świnkę skarbonkę, przywiezioną przez mego Wujcia z Holandii.
zachęcony brzęczącymi fenigami, wrzucał do niej drobniaki,
wprowadzaliśmy elementy edukacji ekonomicznej,
kiedyś, synku, będziesz mógł zrobić z tymi pieniędzmi, co chcesz.
wydasz je albo komuś oddasz, na przykład mamusi, ha ha ha.
a świnka stawała się coraz cięższa i coraz lepiej służyła za podpórkę do książek.

aż przyszedł kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

* * *

Dzidek się zgodził, choć minę miał rzadką.
wspierany ojcowską ręką, tłukł młotkiem z Ikei w bogu ducha winną świnkę.
wysypała się góra grosza. może nawet cała dycha.
– no ja dam te pieniądze mamo dla ludziów z puszkami, ale nie wszystkie, wiesz?
nie wszystkie, dobrze? tak cię proszę!

czapka na oczach, język na brodzie, zgrabiałe palce ledwo celują do puszek.
wrzucał chłopina te swoje oszczędności życia, skąpiąc strasznie,
co czyniło jego datki bardziej szczerymi, a jego bardziej człowiekiem niż ideałem.
potem skakał na koncercie do niezrozumiałej dla nas muzyki.
pytał, gdzie ta orkiestra, skoro na scenie jeden tylko smutny facet z gitarą.
od wolontariusza Playa dostał niedziałające czułki z opaską,
które nosił jak koronę i nie chciał się rozstawać z nimi przez dwa dni.
wieczorem Polska wybuchła światełkiem do nieba,
ale było to także i Dzidka wielkie humanistyczne święto.

a następnego dnia pojechaliśmy na kontrolę do Centrum Zdrowia Dziecka.

* * *

i biegł Dzidek w genderowej, damskiej opasce Playa,
łącznikiem między blokami i wołał 100 metrów przede mną:
popatrz, mamo, jak umię! jak umię biegnąć! jak nikt w życiu!
a ja człapałam za nim, pamiętając, nie mogąc zapomnieć,
jak trzy lata temu maszerowaliśmy tym łącznikiem razem z M.,
objęci, dziwnie roześmiani, w euforii,
na jakimś znieczulającym haju, podczas gdy parę pięter wyżej lekarze walczyli nam o Dzidka.
i jak bardzo ciężko było wyjść z tych podziemi, bo dopóki tam wciąż byliśmy, dopóty nie wiedzieliśmy,
czy się udało i czy go jeszcze zobaczymy. łącznik dzielił nas od rzeczywistości.

i poszliśmy z Dzidkiem do szpitalnej stołówki na najgorszego kotleta na świecie,
który bardzo nam dziś smakował.
i jedliśmy go uśmiechnięci i pogodni,
nieobnoszacy się ze swym cichym szczęściem wśród innych rodziców,
przeżuwających jak w letargu, zawieszających się nad stygnącą zupą,
poklepujących po ramieniu swoje ponakłuwane wenflonami dzieciaki,
jednocześnie odwracających od nich zaszklone oczy.

i szliśmy zwykłym korytarzem, który – trudno to zauważyć –
prowadzi pod blok operacyjny i OIOM.
i mijaliśmy zaryczanych ojców, z zaczerwienionymi nosami i drgającymi brodami.
i szare matki z ustami wąskimi od ciągłego zaciskania. żeby nie wyć. żeby nie zawyć.
i widzieliśmy zdeterminowane babcie taszczące po schodach łóżka polowe,
by spędzić noc pod łóżkiem wnuka.
i dziadków, którzy odwracali spuchniętą twarz,
ale wstrząsanych szlochem pleców nie było już jak schować.

i byliśmy w tym przeklętym, cudownym miejscu.
i widzieliśmy to wszystko, jak za każdym razem, jak zawsze.
a wszystko to miało miejsce tuż po tym, jak – po nic niewnoszących,
niepotrzebnych badaniach w prywatnych placówkach –
zbadano mi Dzidka w jednej z poradni CZD.
zbadano go aparatem z wtopionym małym, maleńkim czerwonym sercem WOŚP.

panią posłankę Pawłowicz, redakcję Frondy, biskupa Hosera i innych oddanych sprawie,
zapraszam serdecznie przy okazji do spędzenia uroczego popołudnia
w czyśćcu dowolnie wybranego oddziału Centrum Zdrowia Dziecka.

czd

8 comments on “tuż po finale Wielkiej Orkiestry dziś trzynasty, czyli to był bardzo dobry dzień

  1. Frankowa_mama
    22/04/2014

    Kończę nadrabiać zaległości „Juniorowe”.

    Tak bliski mi jest ten wpis. Nienawidziłam szarych, metalowych, ciągle zamkniętych drzwi na OIOM w CZD. Po jednej stronie tych drzwi my- z nadzieją, że za chwilę nas poproszą. Po drugiej stronie On- sam, w izolatce. Oklejonej czerwonymi serduszkami.

  2. irek
    19/03/2014

    I🙂 i łzy, szczęście i rozpacz, to życie, nasza codzienność. Tylko czas jakiś idiota niszczy, to co dobre, a raczej stara się zniszczyć. Było mi smutno widząc łzy w oczach Jerzego Owsiaka, łzy bezsilności…

  3. kasik
    05/02/2014

    Ja na szczęście jestem „posiadaczką” zdrowego dwumiesięczniaka. Jednak po porodzie mały miał żółtaczkę. Materacyki do naświetlania wydawali na oddziale wcześniaków. Musiałam biegiem stamtąd uciekać bo połączenie widoku tych maluszków z buzującymi hormonami zaraz po porodzie sprawiło, że mało mi serce nie pękło. Ale wszystkie inkubatory miały serduszka WOŚP. Też nie pojmuję jak ci nic nie dający od siebie ludzie mogą krytykować tak wiele wnoszącą akcję.

  4. Maziarz
    13/01/2014

    Pięknie napisane…

  5. malamester
    13/01/2014

    Już dawno mi się tak nie zbierało na płacz… ze złości, jak dziś, kiedy dotarły do mnie słowa tych leniwych gnoi (nazywajmy ich po imieniu), którzy właśnie TAK NIC NIE ROZUMIEJĄ!!! I moje dziecko korzystało ze sprzętu WOŚP, męża wiozła do szpitala „owsiakowa” kartetka, ale nawet gdyby tak nie było… Mój syn już trzeci raz opróżnił swoją skarbonkę dla WOŚ. To już taka nasza mała tradycja🙂 Dzięki za ten wpis!

    • projekt junior
      13/01/2014

      to ja dziękuję – za ten komentarz.
      bo widzę, jak nas jest wiele.
      bo myślę, co by było, gdyby.
      bo wiem, że będziemy pilnować, żeby nasze dzieciaki pospłacały długi wobec orkiestry.
      rośnie nam wspaniałe pokolenie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: