projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

publiczna czy prywatna, czyli którą służbę zdrowia wybieracie

chodząca do prywatnego ginekologa M. nie została zbadana przez niego ani razu,
nie dotknął jej nawet przez bite 2 trymestry.
CZD nie honoruje naszych prywatnych wyników,
wymaga powtórzenia wszystkiego we własnych labach.
a to nie u nas pani robiła? a, to od razu niech pani to wywali, zawracanie głowy.
mój ulubiony doktorek tłucze o kant moje prywatne wyniki,
zleca je na nowo w swoim szpitalu i tylko takim ufa.

prywatna służba zdrowia umywa ręce w sytuacji, gdy zdarzyć się może coś nieprzewidzianego.
gdy na horyzoncie pojawia się ryzyko komplikacji.
albo trudniejszy przypadek. albo potrzeba szerszej diagnostyki.
albo kobieta w ciąży.

*     *     *

– jeśli boli przy siusianiu, to pewno zwykła infekcja dróg moczowych.
no to może tak antybiotyk, żeby się pani nie męczyła? – proponuje łagodnie internistka.
– dobrze, pewnie. antybiotyk, czemu nie?
– proszę, oto recepta. ale… ale… o jezu! tak se myślę…
skoro pani jest w ciąży, to ja nie wiem.
niech się ktoś inny wypowie. zapytam koleżankę, ginekolożkę.
halo, Basia? co sądzisz? masz tu wyniki. no niby okej, ale wiesz. no ja nie wiem.
aha, dobra, w sumie racja. niech pani jedzie do szpitala. na ostry dyżur.
– na ostry?! teraz?! to może ja do domu po dokumenty poja…
– nie, dokumenty dowiezie rodzina. szkoda czasu. niech pani od razu leci.
– ale leci dokąd? który szpital?! jaki oddział?!
– najbliższy szpital, proszę pani, najbliższy.
bezpośrednio na szpitalny oddział ratunkowy.
tam się okaże. tu skierowanie. niech się pani trzyma. do widzenia.

*     *     *

duży szpital kliniczny. na ratunkowym czekam 6 godzin.
i tak jestem priorytetowa, bo z takim, nie innym, skierowaniem.
kobieta obok, z kolką nerkową, będzie czekać bite 10.
pierwszeństwo naturalnie mają wypadkowcy i zawałowcy.
na 20 krzesłach czeka ze 40 osób.
szczęśliwi, z połamanymi nogami, mają pierwszeństwo do siadania.
tymczasem świat wiruje.
agonia starszego pana za parawanem. starsza kobieta z przeciekającym cewnikiem.
młodsza pani z odrąbanym palcem i krwią zachlapującą podłogę.
młody chłopak, wstawiony, usiłujący zapalić papierosa, ale ruchy ma niezborne.
co nie wolno palić, co nie wolno? a co siostrzyczka taka drętwa!

– zapraszamy panią na patologię ciąży. dowiemy się, skąd to krwawienie.
– ale ja nie krwawię!
– pani się może tak wydawać, trzeba to sprawdzić.
czasem ciężarna nie wie, wie pani, wszystko trzeba wykluczyć.

gabinet jest ogromny, a doktor bardzo młody i przypomina Bena Afflecka.
– od kiedy pani krwawi?
– no nie krwawię.
– kto panią prowadzi?
– profesor B.
– to czego pani do niej nie pojechała? tylko tu?
– bo jest noc. tu mnie skierowano, na SOR.
– świetnie. to mam przez panią dodatkową robotę. pani się rozbierze.

rozglądam się po przepastnym gabinecie.
fotel, leżanka, usg, światła, instrumenty, opatrunki, szafki.
nie ma krzesła ani parawanu.
pewnie większość pacjentek zwleka się tu na badanie wprost z oddziałowych łóżek,
zadzierają flanelowe koszule nocne, nie noszą majtek,
szybko poddają się nieustannym procedurom badania.
no ale przecież nie wszystkie!

nagle tracę całe poczucie humoru i inteligencję.

– przepraszam, ale gdzie… jak ja mam się tu rozebrać?
– no co pani? gupia jakaś? od pasa w dół i na fotel!
czuję, jakby szczeniak walnął mnie w twarz.
ale nie to jest teraz najważniejsze.
rozbieram się grzecznie, choć ze łzami w oczach.
mam świadomość, że jeżeli teraz ktoś wejdzie do gabinetu,
to zobaczy moją wypiętą, wielką, bladą pupę.
ale przynajmniej jeśli się nie odwrócę, to nie rozpozna twarzy, prawda?
ubrania kładę na szpitalnej podłodze.

Ben Affleck robi USG.

– czy płód żyje?
– tak, w sumie tylko to mnie interesuje.
nie ma żadnego krwawienia. tu wynik konsultacji, pieczątka, podpis. dobranoc.

po kilku godzinach konsultacja urologiczna.
miły pan doktor szczerze cieszy się, że nie jestem sześćdziesięciolatkiem w szlafroku,
zawsze jakaś to odmiana. robi usg z każdej możliwej strony. jaka piękna nereczka, fiu fiu!

zalecenia? wyniki książkowe.
żadnego antybiotyku, po prostu dużo pić.

*     *     *

wkrótce odwiedzam profesor B. i razem z innymi papierami, pokazuję jej wypis ze szpitala.
– ooo, widzę, że Ben Affleck panią badał.
– no tak, tak.
– i jak?
– no… grunt, że zbadał i wszystko dobrze.
– ale pani dyskretna. coś jednak pani powiem.
starał się u nas w szpitalu o pracę po stażu. nie było takiej opcji.
dawno nie spotkaliśmy kogoś, kto byłby tak chamski wobec pacjentek.
nie kwestionujemy jego wiedzy czy umiejętności,
ale tak ordynarny lekarz nie powinien pracować z kobietami,
w ogóle z nikim nie powinien pracować.

tak, czy siak, szpital zajął się mną bardzo dokładnie,
przebadał z góry na dół, by stwierdzić, że to wszystko niepotrzebnie.
że jednak nie krwawię.
za to prywatna sieć przychodni nie zrobiła niczego.

sto razy bardziej wolę publiczną służbę zdrowia.
nie boję się nawet Bena Afflecka.

Obrazek

4 comments on “publiczna czy prywatna, czyli którą służbę zdrowia wybieracie

  1. projekt junior
    08/01/2014

    właśnie. Ben jest wszędzie. czy jest jakaś szkoła, która specjalnie kształci pod tym kątem?🙂

  2. Daga
    03/01/2014

    I w Toruniu… Wszędzie jest jakiś Ben.

  3. malamester
    02/01/2014

    I tak w końcu „zorientowałam” się, że autorka w ciąży🙂 Gratuluję🙂 Ben Affleck musi mieć wiele klonów, osobiście znam ze dwa!

  4. Zuzanka
    02/01/2014

    Czytam o swoim 9. miesiącu 4 lata temu. Pan Affleck przyjmuje też w Poznaniu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 01/01/2014 by in Uncategorized and tagged , , , , , .

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: