projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

dziesiąta muza, czyli naturalna reakcja organizmu

nie mam siły.
nie mam siły nosić na rękach, hołubić.
nie mam siły bawić się pluszakami w samolot na kanapie. na kanapie muszę zalec ja, sama, na cito.
nie mam siły na spacer, wołami mnie nie zaciągną.
nie mam siły na plac zabaw, na bieganie, zbieranie z ziemi, otrzepywanie kolan z błota.
za chińskiego boga się nie zmuszę.
no nie mam siły matkować.

odbieram Dzidka z przedszkola. przed nami jeszcze tyle godzin!
a ja taka mizerna, cicha, mateńka licha.
–  i co my teraz poczniemy, synku?
– mamo, ja mam świetny pomysł! chodź do Tesco!
– jezu! ale ja nie mam siły na takie zakupy. zrobimy je przez internet, okej?
– nie! takie prawdziwe zróbmy, bez iternetu! mamo, chodź, będziemy się ścigać wózkami!
– bosz! nie mam siły, Dzideczku.
w mojej głowie roi się wizja odpoczynku, zalegania i minimalizowania wysiłku.
chcę po prostu trwać i nie musieć nic, poza oddychaniem.
nagle – błysk! jedziemy do kina!

Dzidek co prawda marudzi, bo woli siłować się z wózkiem w Tesco, ale w końcu daje się ubłagać.
instalujemy się w kinie. na sali sporo dzieciaków, wszędzie błyskają ekrany rodzicielskich smartfonów.
dzieci oglądają, rodzice nadrabiają.
po reklamach byłoby już całkiem cicho, gdyby nie wysoki ton protestującego Dzidka, który co parę minut awanturuje się,
że sięgam do wspólnego popcornu.

– mamo, ale nie tak dużo, no!

będę się za ten popcorn smażyć w piekle, tego jestem pewna.
ale dziś sama potrzebuję odrobiny ukojenia, bondowskiego Quantum of Solace.

siedzimy więc sobie z Dzidkiem wesoło, wyrywając z rąk kubełek popcornu, śmiejąc się do kreskówki i tłumacząc fabułę.
– uciekł mu, widziałeś, Dzidku?
– ale kto uciekł, mamo? o co chodzi?
– mamo, a on jest dobry, czy zły?
– a boisz się? nie bój się, to tylko film. ja też się boję, wiesz?
– mamo, a gdzie mieszkają pantery? czy ja też mogę być panterą, jak będę duży?

i tak nam słodko mija to leniwe popołudnie. jest po 17:00, na zewnątrz deszcz i zawierucha.
a my siedzimy sobie w przepastnych, miękkich fotelach, pogryzamy kukurydzę i nicnierobimy.
jest bosko. jest tak przytulnie i wygodnie.

patrzę na zegarek. dochodzi 19:00.

jak to 19:00?!
przecież dopiero co, przecież przed chwilą!
dławi mnie atak lęku. zaraz, zaraz! gdzie jest Dzidek?!

na szczęście siedzi obok, wgapiony w ekran, oblizuje posolone palce.
nigdzie nie uciekł, nikt go nie ukradł, nic złego się nie zdążyło stać.

kiedy ja, bez przytomności, spałam prawie dwie godziny.

kiedy kończą się napisy, rodzina z rzędu wyżej patrzy na mnie wymownie.
rozumiem. musiałam strasznie chrapać.

 

Obrazek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 10/11/2013 by in Uncategorized and tagged , , , , , , , , .

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: