projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

rozmowy o śmierci, czyli Dzidek błąka się po Powązkach

na cmentarz trafiamy dopiero późnym wieczorem. czy nas wpuszczą? czy nie będzie zamknięte?
tymczasem, mimo późnej pory, na Powązki wlewają się tłumy.
ciche, skupione, ale nie przygnębione.
a teraz, jak wytłumaczyć trzylatkowi, po co tu jesteśmy? że to nie jest zwykły niedzielny spacer?
jak wyjaśnić, ale nie przestraszyć?

– wiesz, Dzidku, jak ktoś już jest bardzo, bardzo stary, to często po prostu jakby się wyłącza.
przestaje działać, przestaje żyć. mówi się wtedy, że już nie żyje.
– o raju! jak dziadek Jeż? – Dzidek pyta o swego pradziadka. nigdy go nie poznał, ale pije dziś z jego ulubionego porcelanowego kubka do herbaty.
– tak, tak jak dziadek Jerzy. widzisz, już go nie ma. bo był bardzo, bardzo stary.
ale można przyjść w takie miejsce jak to, czyli na cmentarz, i zapalić takiej osobie świeczkę
i przynieść kwiatki, żeby pokazać, że się ciągle o niej pamięta.
stajemy przed grobem Niemena.
– o, widzisz synku, tu jest miejsce takiego pana, który śpiewał piękne piosenki, dzisiaj słuchaliśmy w radiu.
i chociaż też już go nie ma, to ludzie pamiętają o jego głosie, lubią jego piosenki i przychodzą zapalić mu świeczkę. rozumiesz.
– rozumiem. a ja psu też mogę zapalić świeczkę?
– tak, są też cmentarze dla zwierzaków.
– zwierzakowe dla zwierzaków i ludziowe dla ludzi?
– tak.
– a czy my żyjemy, mamo?
– tak, pewno, jak najbardziej żyjemy.
– a ci ludzie nie mieszkają?
– nie mieszkają?
– no, mieszkają w Warszawie czy nie mieszkają? żyją w Warszawie czy nie żyją?
– nie, oni już nie żyją.

i tak tłumaczymy Dzideuszowi eschatologiczne meandry i rozważamy tajemnice życia i śmierci.
młody bardzo chce ukraść płonące znicze z grobów i wziąć kilka do domu.
martwi się, że niektóre świeczki już się nie palą. i że niektorzy tacy smutni.

– a ta pani na zdjęciu nie żyje, bo ona też już była bardzo stara? a tylko stare ludzie umierają, mamo?
– tak, synku, tylko stare.

bo nie mogę przecież powiedzieć, że nie tylko.
że i duzi, i mali. tacy maleńcy jak bochen chleba też.
że tak mało brakowało. że było tak blisko.
że nienawidzę tego święta.
nienawidzę rozważań o marności życia i pocieszeń, że doczesność to nic,
że dopiero po śmierci czeka nas nagroda.
biorę moją ziemską nagrodę za rękę. jest cieplutka. taka rzeczywista, taka prawdziwa.
małe palce wczepiają się w mój płaszcz.

– mamo, tylko ty się nie spal od świeczków!

tej nocy we śnie walczę z najgorszymi lekami.
po pierwsze, goni mnie psychopatyczny morderca-złodziej.
po drugie, moje ciało jest spocone i spastycznie sztywne ze strachu.
zwierzęcego, pierwotnego strachu, że, jak pisze Leomama, wracam DOCZDNAOIOM.

drugiego listopada nad ranem Dzidek gramoli się nam do łózka,
w półśnie wczepia się w moją koszulkę, zabiera mi resztki snu i poduszki.

znowu tu jest. nadal tu jest.
włączam Soykę. tańczymy jego tango memento vitae.

Obrazek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 03/11/2013 by in Uncategorized and tagged , , , , , , , , .

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: