projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

plac zabaw, czyli na co patrzę

tekst ukazał się wcześniej na blogu http://blog.magazynkaruzela.pl/?p=137

Plac zabaw

uważaj, nie spadnij tylko, no. oj, but ci się rozwiązał. upadniesz. jezu, co za ofiara, z huśtawki zejdźże jak człowiek. sukienkę sobie pobrudziłaś, rajstopki masz tu, o, brudne też. przytrzymam cię, uważaj, drabinka przecież. nie właź. potkniesz się,  zabijesz. zleź stamtąd. to zjeżdżalnia jest, nie wjeżdżalnia, złaź natychmiast, no mówię, no! synku, nie wchodź tam, to niebezpieczne. spadniesz. piasku do oczu se nasypiesz. uważaj!

uważaj, uważaj. achtung, baby. spod wszystkich drabinek, znad wszystkich huśtawek dobiega gdakanie. stoją pochylone, skręcone jak paragraf matki, ciotki, babki, nianie. młode, stare. nowoczesne i jak z bajki. stoją wszystkie, nagięte, powykręcane, zastygłe, asekurujące. pilnują na sztywno, właściwie bez uśmiechu, strzegą jak na warcie, bez radości. w nieodmienionej pozie tkwią, od dziecka odchylone.

smutne westalki z placu zabaw i ich smutne dzieci, co to uważaj, nie właź, nie spadnij.  kobiet jest dokładnie tyle samo, co dzieci. ani jedna nie przyszła z dwójką, trójką. abstawa jeden do jednego.

patrzę na przykłady pełnienia obowiązków wychowawczych. choć to nie place opieki, a place zabaw przecież.

* * *

Dzidek gramoli się na bujanego konika. sapie, dyszy, ciągnie kuper ku górze. wlazł. siedzi. buja się przez pięć sekund. chce zejść.
– mamaaaaaaaaaaaaa! pomóóóóóc! na pomóóóóóóóc!
podrywam się automatycznie, lecę ratować dziecko. bo wiadomo, spadnie, złamie nogę, zabije się, albo przynajmniej upadnie twarzą w tonę piasku i co wtedy.
– daj spokój, kochanie. sam zejdzie. – M. nie spuszcza go z oka, ale nawet nie drgnie.
– ale przecież nie umie zejść sam.
– kiedyś przecież zejdzie, mamy czas.
– ale przecież to nasz synek, malutki, trzeba mu pomóc.
– ale przecież musi się nauczyć, trzeba mu pozwolić.
– mamaaaaaaaaaaaa! tataaaaaaaaaaaa! na pomóóóóóóc! – drze się Dzidek, ale zaraz konstatuje, że się nie ruszymy. odchrząkuje, wystawia język na bok, przyjmuje dziwną asanę, zaczepia nogą, zwisa głową w dół, staje na rękach prawie, ale schodzi.
sam i bez szwanku.

i to są właśnie różnice między kobiecym, kwoczym, a ojcowskim, myśliwskim stylem wychowywania. następnym razem siedzę metr od drabinki po której lezie Junior.
jeśli to tylko metr, doskoczę do niego w pół sekundy, gdy będzie leciał. obserwuje go i siedzę jak zaklęta. mam pogodny wyraz twarzy, ale sztywny ze strachu kark. patrzę na moje bezwiednie zaciśnięte palce.

do chwili, gdy Dzidek bezpiecznie zlezie na piasek, są już zupełnie bielutkie.

* * *
małe i duże dzieci biegają po placu. ganiają, podskakują, wdrapują się na drabinki, ambonki
i trapy. setki bezsensownych, energicznych ruchów. dużo śmiechu i zabawy. aż napotykają huśtawkę, prostą równoważnię. tu powolnieją. zastygają. nie wiedzą, co, jak, po co właściwie. dlaczego coś tu nie gra, dlaczego to nie działa. dumają chwilę i ponieważ nic nie mogą zrobić, wyrywają się z osowienia i już lecą dalej, na bujane żółwiki, autka i zjeżdżalnie. znów jest harmider.

Dzidek też natyka się na huśtawkę. montuje się na siedzisku leżącym na piasku, ale nikogo nie ma naprzeciw, nikogo, kto by mógł go zrównoważyć i ożywić zabawkę. siedzi, smutny i zdezorientowany. mały chłopczyk próbujący wzruszyć wielką metalową żerdź. zirytowany podskakuje, ale to nic nie daje. z grymasem, usiłuje dźwignąć poręcz huśtawki, ale ta ani drgnie. nic nie da się zrobić.

patrzę na moje dziecko, które jak wszystkie inne dzieci na tym placu, zgarbione na opuszczonej huśtawce przez chwilę jest tak strasznie samo.

bo patrzę na samotność jedynaka.

6 comments on “plac zabaw, czyli na co patrzę

  1. Anonim
    08/11/2012

    O to to! Ta sama refleksja mnie zawsze nachodzi, jak jestem na placu.

  2. projekt junior
    17/09/2012

    dziękuję za wszystkie komentarze. piękno-smutne takie. pozdrowienia!🙂

  3. mamax2
    05/09/2012

    Moje nigdy nie są samotne – zawsze razem… trzymam 1, bo to niecałe 2 lata a włazi na 2 metry, to chociaż za nogę złapię, zeby jak walnie nie było 3G tylko 1,5 a tu obok córcia 3,5 leci jak długa z samego końca drabinki, bo ona już taka samodzielna, 3G…. Jak to robiła owieczka Doly?

  4. Zyrafa
    12/08/2012

    Patrzę i widzę też takie dzieci, które upadają, płaczą i słyszą: nie płacz, nie boli, jesteś duży a duzi chłopcy nie placzą. Widzę jak w trakcie zabawy w piaskownicy chłopiec sypie piastek, który spada tuż obok innego dziecka, a może i na nie i słyszę: idziemy do domu jak nie umiesz się bawić jak człowiek… Place zabaw nie są dla dorosłych – taką mam refleksję.

  5. dziwobaba
    06/08/2012

    Czasem aż trudno się powstrzymać przed tą asekuracją

  6. olga
    23/07/2012

    też patrzę. a tam dziewczynka w bielutkiej sukience, zaraz po mszy (bo to niedziela, takie mam skojarzenie) i wchodzi na zjeżdżalnie w słoneczny dzień i siada. i ja pół sekundy wcześniej wiem. ona nie. auć, auć, auć – obciera sobie te nóżki gołe o gorącą blachę… płacz i wrzask dorosłych. ubrudziła się i jak w ogóle wygląda?!
    córka ma, brana za chłopczyka, jedynaczka – garnie do dzieci. i też czasem mi smutno, jak rozgląda się a na placu nie ma nikogo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 23/07/2012 by in Uncategorized and tagged , , , , .

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: