projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

wyścig szczurzątek, czyli matka jako impresario

Junior wchodzi w wiek, od którego zbyt wiele dzieci kocha się już nie za to, że są,
ale za to, jakie są. coraz więcej matek coraz głośniej chwali się osiągnięciami swoich dzieci, zgodnie milcząc jakoś o własnych. wystartował wyścig i gwiezdne wojny, w których impresariami gwiazd są matki o niespożytych pokładach agresji i rywalizacji.

oto podczas bezpretensjonalnego spotkania dorosłych ludzi, z których część choć na chwilę chce oderwać się od tematu pieluch i niekapków, rozkręca się spiralą śmierci niekończące się licytowanie pod hasłem „a moje to już dawno…”, na zmianę z „phi! a moje to jeszcze dawniej…”.

matka jednego dziecka w juniorowopodobnym wieku chwali się, że jej młode samo je kaszę, nożem i widelcem. druga na to, że phi i że jej dziecko samo się przewija i smaruje linomagiem. trzecia, że jej dwulatek wygrywa gamy na pianinie u babci i to lewą ręką.

czy w tej sytuacji można zadać szyku informacją, że Junior nauczył się właśnie biegać zygzakiem po domu z wiadrem na głowie, celnie rzucać mokrą ścierą w sam środek telewizora i malować zakatarzonym nosem ósemki na lustrze? czy trzeba włączyć się do wyścigu szczurzątek?

* * *

szukaliśmy z Juniorem miejsca przyjaznego nie tylko dziecku, które jak wiadomo, podobne karaluchowi, dostosuje się do wszelkich okoliczności, ale i przyjaznego matce. żeby mogła pochylić się nad gazetą i żeby nikt niczego od niej nie chciał, poza decyzją, czy sobie życzy z mlekiem, czy bez.

wspieraliśmy od samiuśkiego początku jeden taki lokal. maszerowaliśmy doń w skwierczącym upale, brnęliśmy w zaspach, zamiast obiadu i obowiązkowych szczepień, z pełnym poświęceniem i bardzo ochoczo. żeby dać szansę i sobie, i im. ale szybko okazało się, że miejsce nie będzie służyć odrestaurowaniu zdrożonych matek, ale raczej wszechlansowi.  dzieci były zawsze uprane, uprasowane, w kościołowych ciuchach i czystych butach bez śladu błota. matki przychodziły w pełnym makijażu i wieczorowych kolczykach, bardzo przywiązane do zewnętrznych atrybutów swej matkowości, w rozmowie skupione wyłącznie na dziecku i jego nowo zdobytych umiejętnościach. pohukują na dzieciakami, prowokując do zademonstrowania wszystkim gościom najnowszych sztuczek, pozornie chwaląc, deprecjonują je i sprowadzają do roli małpek w cyrku. wszystko w atmosferze przelansu i castingu do „Mam talent”.

poszliśmy stamtąd w inne miejsce. spotkaliśmy się z E. i jej córką. więcej miejsca, więcej powietrza. ale dzieci też więcej. pomyślałam, że jestem w bachorowym piekle. umęczyłyśmy się strasznie, kawę piłyśmy na raty i w biegu. wytrzymałyśmy 20 minut. resztę dnia spędziliśmy w domu, pochyleni nad miską dymiącego rosołu, bez napięcia, wyścigu i licytowania się na osiągi.

nie ustając w poszukiwaniu mety dla Juniora, trafiliśmy do Pompona.

dużo luzu, dużo miejsca, dużo dobrych pomysłów.
bez cukierkowości, bez odjazdów, bez musu.
Junior zachwycony infrastrukturą, my – kuchnią i empatią obsługi.

ale licho nie śpi.

* * *

– czy to pani synek, przepraszam? – pyta matka dwulatka, który grzmoci moje dziecko po plecach, z wzajemnością zresztą.
– tak, mój własny.
– a ile ma?
mam już doświadczenie i wiem, że matki nie pytają o stan konta ani o wzrost, więc odpowiadam grzecznie: – równo dwa lata.
– a mówi? dużo mówi już?
– mówi, ale głównie po chińsku. nie rozumiemy go za bardzo.
– a nie martwi się pani? bo ja to się martwię bardzo. mój synek ma też dwa latka i niewielki ma zasób słów. to znaczy wszystko jest w porządku, zawsze mówił tyle, ile wymaga się w tabelach rozwojowych w szóstym, dwunastym, osiemnastym miesiącu. no, na przykład teraz jego słownik obejmuje już równo dwadzieścia wyrazów, czyli prawidłowo niby.
– to super, dlaczego się więc pani martwi?
– bo on mówi, ale mówi źle. no bo widzi pani, jesteśmy w parku. widzimy kaczki. i on je zauważa i woła: ka-ki! ka-ki!
– ???
– no a kacz-ki powinien! kacz-ki!
– hmm, no ale wie pani, może ta artykulacja jest niedoskonała jeszcze, ale się przecież synek z panią komunikuje, potrafi przekazać to, co chce, a do tego używa rzeczownika w pluralisie! – próbuję dodać strapionej matce otuchy i jednocześnie przypomnieć sobie, co mówi Junior w takiej sytuacji.

otóż stając oko w oko z kaczką, na spacerze, w książeczce, w parku, w piecu, na etykiecie płynu do kąpieli, Junior nie mówi nic.

Junior wyciąga szyję i zaczyna donośnie kwakać.
czy w związku z tym powinnam iść z nim do specjalisty?

6 comments on “wyścig szczurzątek, czyli matka jako impresario

  1. Wróbelki
    23/05/2012

    GENIALNE!!! Ale to już chyba gdzieś pisałam:) Pozdrawiam gorąco Mamę kwaczącego Juniora i Jego samego! PS. Moje dwa, 2-letnie Juniory też kwaczą…wszystko jest więc w normie, myślę:)

  2. fiona_apple
    30/03/2012

    Bosz, gdybym ja się miała porównywać i zastanawiać, dlaczego Mały mówi mało, to bym już była całkowicie siwiuteńka. W końcu zacznie gadać, gadać, gadać. I sam wybierze, który moment na ten początek będzie najlepszy.
    PS. Czy to robi ze mnie matkę licytującą się, które dziecko mówi NAJMNIEJ? Bo takie też są.

  3. mamax2
    29/03/2012

    Ej, Mamy, wyluzujmy się – posłuchajcie rady starszej „cioci”😉, nie nalegajcie za bardzo, żeby Wasze dzieci już zaczęły mówić i dużo i pięknie, bo przyjdzie taki dzień, że będziecie marzyły o chwili ciszy i żeby dostały ostrego zapalenia krtani🙂. Córcia zaczęła wcześnie, miała chyba z 1,5 roku i jej pierszwe słowa były hmmm… dość niecenzuralne😉. Teraz synek lat 2 podczas całej podróży samochodem – obojętnie czy do Poręby 2 km czy do Krakowa 60 nie milknie ani na chwilę…. O przepraszam jednak robi przerwy – ale tylko na wymiotowanie😀. Na każdego przyjdzie pora, raczej odsetek ludzi niemych a słyszących np. jest niewielki….

  4. projekt junior
    22/03/2012

    Dana – oby, oby, widocznie to jest jakaś kacza grypa! skoro wszystkie maluchy to mają!

    Mamo Marcina, czy Twój Marcin to ten na wyjeeeeeeeeeeeździe? skoro tak, to pozdrawiamy bardzo!😀

  5. Dana Meadbh
    10/03/2012

    Mój dwulatek też na kaczkę tylko kwacze. Oby mu do matury przeszło…

  6. Mama Marcina
    08/03/2012

    Asiu, jestem wielką fanka juniorowego bloga. Czekam na kolejny odcinek pt. wyczyny małego szatana. Łączę pozdrowienia..
    p.s coś nie mogę się przepchnąć z moimi pozdrowieniami

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 07/03/2012 by in Uncategorized and tagged , , , .

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: