projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

musimy porozmawiać o Juniorze, czyli czy bać się iść do kina

przychodzi matka chrzestna.

– byłam na Kevinie. nie idźcie. no nie idź tylko, proszę cię!

wszyscy nam odradzają. że ciężki, że okrutny, że straszny. że się nie pozbieramy.

czy jednak ten temat może być tabu, tabu dla matki?

dawno już Wysokie Obcasy napisały nie tyle o filmie, ile o zjawisku:

„jestem matką. nie kocham swojego dziecka.”

i myślę sobie, że tu jednak nic a nic nie można poradzić. pielęgnować, karmić, przewijać, obsługiwać dziecko – tak, tego się można nauczyć, to tylko technika, powtarzalne czynności, rutyna. ale miłości nie da się wytrenować, jak przewijania jedną ręką, to oczywiste.

i że Juniora pokochaliśmy, zanim się urodził, zanim zaczął w brzuch centryfugą kopać, zanim się jeszcze począł. trochę jak się kocha Stinga albo Bono – zna się ich ze zdjęcia albo z daleka, w koncertu w sensie, wie się o nich dużo, wielbi się, tęskni, podziwia i myśli czule, ale nie zna się wcale.

i dopiero kiedy się Junior objawił we własnej małej osobie, to mogliśmy go poznać.

spać z nim, jeść, na spacery chodzić, mordować się, użerać, wkurzać, przytulać, całować, życie, życie po prostu spędzać, to mogliśmy się zastanowić i go polubić. tak, jak poznalibyśmy Bono albo Stinga i moglibyśmy – żyjąc prozą życia – przekonać się, czy facet jednak da się znieść tak na co dzień i można chcieć z nim przebywać w jednym domu, w jednym albumie na fejsie, po prostu go lubić, jak sąsiada, jak współlokatora, jak kumpla.

artykuł w WO – straszny. straszna wizja niekochania własnego dziecka, bycia niekochanym dzieckiem. mówi się, że tylko małe dzieci kocha się za to, że są. duże za to, jakie są.

myśmy też Juniora się uczyli, musieli go poznać, od eksportowej i prywatnej strony, rozgryźć i rozpracować. ale nie mówimy nawet o nim – nasz syn, nasze dziecko. tylko on, Junior, osobny człowiek. bo nie jest ani naszym gadgetem, ani pomniejszonym ksero, mimo oczywistych podobieństw.

jest od początku odrębnym, osobnym człowiekiem, z wyrazistą osobowością i mocnym charakterem. nie jest nasz, jest swój własny.

lubimy go bardzo.

kochamy bezwarunkowo, bo jest nasz.

lubimy warunkowo, bo jest w porządku.

rozmawiam z innymi mamami – przyznają się, że nie od razu zalała je fala miłości, bezbrzeżnego uwielbienia i wszechogarniającej ekscytacji. też się uczyły, ćwiczyły, zanim trwale i mocno pokochały swoje własne dzieci. a niektóre nawet z czasem polubiły.
nie wszystkie.

matki mają zresztą kulturowo wdrukowany imperatyw do kochania i lubienia swoich dzieci, ojcom łatwiej się od tego wymigać. ale też się przyznają, że nie od razu dziecko skruszyło serca ich lód. Jednak zawsze – warto rozmawiać.

dlatego ma Junior szczęście, że jest w rodzinie, gdzie go wszyscy tulą, kochają, chcą.
lubią go. dużo o nim rozmawiają, bez musu.

ale przy pierwszej możliwej okazji chciałabym móc pójść do kina, bo wiem, że „musimy porozmawiać o Kevinie”. jako rodzice.

Komentarze

2012/01/15 07:25:04
3 lata temu zaliczyłam książkę – etapami, nie mogłam jej przeczytać całej naraz, akurat staraliśmy się o dziecko i miałam koszmarne wizje związane z posiadaniem dziecka i właśnie brakiem miłości do niego. I nadal się boję, co wyrośnie z moich dzieci, mimo starań i ogromu miłości … Filmu nie obejrzę, nie cierpię ekranizacji książek, burzą moje wyobrażenia i zawsze mnie zawodzą bo mam inny obraz w głowie.
2012/01/15 09:34:58
Po wywiadzie w WO zostałam zmrożona jak kostka lodu, z gazetą w rękach. Przerażenie nie pozwalało mi drgnąć. Nie wiedziałam. Naprawdę nie wiedziałam, że tak się dzieje. To znaczy oczywiście, gdzieś tam wszytsko pewnie wszystko jest możliwe. Ale żeby aż tak powszechnie? I slowo daję, chyba bardziej szkoda mi matek, choć krzywda większa i nie do odpracowania dla dziecka. Bo myślę o sobie. Co by było, gdyby? I nie mogę wtedy oddychać. Co bym zrobiła, gdyby chociaż w jakimś procencie dotknęło to mnie? I już nie oddycham. Nie mogę sobie wyobrazić nic gorszego. Ale pójdę. Bo uwielbiam torturować się emocjonalnie w kinie. Uwielbiam wypłakać pudełko chusteczke, zasypiać i budzić się z filmem w głowie. Daj znać, jak obejrzysz. A ja dzownię do kuzynek, może ktoraś się zlituje i pozwoli nam wyjść wieczorem😉
Gość: mamax2, 91.208.72.24*
2012/01/17 11:47:38
Tak sobie myślę, że mnóstwo jest, było i będzie matek nie kochających i dzieci i niekochanych i nie kochających… Jestem przeciwniczką teorii o instynkcie macierzyńskim – uważam, że to wymysł facetów, którzy chcą zwalić odpowiedzialnośc i obowiązki wobec dzieci na kobiety a sami się wymigać. Moje dzieci też są własne – mają własne osobowości, charaktery. Nie są takie, jakie chciałam, żeby były. zwłaszcza nasza wyczekana i ukochana córeczka uczy nas pokory – wobec absolutu i odmienności drugiego człowieka. Nie są naszą własnością, są tylko na krótką chwilę oddane nam pod opiekę zanim staną się samodzielne, samostanowiące, samowystarczalne. Mają rozum i wolną wolę – to tak, jak z Aniołami – służą Bogu, z wyboru ale są absolutnie wolne, niektóre miały inną wizję siebie. Wychowanie to trudna sztuka bo trzeba uczyć, tłumaczyć – dla ich własnego dobra, pokazywać, nazywać a w pewnym momencie otrzorzyć ręce, wypuścić w świat, zamknąć oczy, żeby nie umrzeć ze strachu kiedy się przewrócą i wierzyć mocno, że to, czego się nauczyły i otrzymały sprawi, że przetrwają. Żeby kochać dziecko trzeba dostawać też jego miłosć – bez tego się nie da przez całe życie. I trzeba sie karmić uśmieachami, wspomnieniami miłych chwil i radości, kiedy ma się ochotę przetrzepać tyłki – tak porządnie. I trzeba próbować zawsze je zrozumieć co nie zanczy, że zgadzać się na ich wizję świata – bo często jest różna od naszej….
2012/01/17 14:35:51
Genialny film. Tilda w tej roli wybitna. Temat jest niesamowity i niezmiernie rzadko poruszany przez kino, z tym większą ciekawością go obejrzałam.
2012/01/18 11:51:58
A ja tam chronię swój trudno osiągalny optymizm.
2012/01/24 22:44:57
Dzieki za posta. Rownez musze obejrzec ten film, analize w wo czytalam. Zgadzam sie z Twoimi przemysleniami.
2012/01/27 23:42:13
dziękuję Wam za wszystkie komenty. zwłaszcza mamie.toli, za gardło ściska.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 15/01/2012 by in Uncategorized.

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: