projekt junior

od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009.

po przerwie technicznej, czyli czy Dzidek zauważa swoją matkę

no i znowu lądowanie w szpitalu.

żeby zachować pozory normalności, po kilku długich dniach i nocach M. przyprowadza mi syna na widzenie. trzeba podtrzymywać rodzinne więzi, żeby nie wiadomo co.

– siostro, muszę wyjść…

– idzie, pani, idzie. do sklepiku, po snickersa?

– nie, syna obejrzeć. mąż go przyjeżdża przywieźć.

– no to co tak stoi?! do syna leci! no niech leci, tylko nóg nie połamie, bo to szpital w końcu, ale nigdy nic nie wiadomo!

pod szpitalem stoi M. zakutany po same uszy, poznaję go właściwie tylko po wózku.
wsad do wózka też jest zakutany, nos tylko wystaje, błyszczy się cały jak polakierowany, oblepiony zamarznięty gilami taki. obydwa chłopaki mają czapki nasunięte zbyt głęboko na oczy, każdemu prawe ucho wystaje, bo się brzeżek odwinął. widać, że spokrewnieni, Pat i Pataszon taki.

mąż mnie ściska, całuje, tuli, obejmuje. Dzidek też, ale wyłącznie wzrokiem. zarejestrował matkę, brodą kiwnął, dobra nasza, no to róbmy coś, skoroście mnie tu zawlekli, rodzice kochani. zero euforii, zero radości jakiejś niesłychanej, że oto mamusia się objawiła.

nie zrobiło to na nim większego wrażenia. jestem jak to słońce – fajnie, że jest, ale nikt mu przecież co dzień pokłonów nie bije i się nim nie zachwyca. w sumie mogłabym się przyzwyczaić, że mnie syn ignoruje, od dziecka. żal pe el.

trzymam się starego i wózka, idziemy na spacer. pamiętajcie, grunt, to trzymać pozory!
pod kurtką trą o siebie schowane wenflony, opatrunki, rurki i kable. ale jak kto nie wie, to nie wie, ot wyszła sobie rodzinka.pl na przechadzkę. wleczemy się do pobliskiego parku, wleczemy na plac zabaw, gonimy Juniora po krzakach, a on szczęśliwy, bo znów go rodzicielski patrol nie złapał. wszystko jest, jak było, nic się nie zmieniło.

keep calm and carry on!

wypruwamy sobie flaki uganiając się za dzieciakiem – trzeba by coś zjeść. ale w promieniu tysiąca kilometrów nie ma nic wartego grzechu, na jaki się porywamy. M. bierze telefon, halo, dwie super supreme poproszę, uwaga podaję adres, jak to nie dowieziecie pod oddział, że nie wolno wam dostarczyć, bo dieta szpitalna, że nie wpuszczają, no dobra, niech będzie na Izbę Przyjęć, czekamy!

godzinę (!) poźniej na IP lądują dwa połamańce, jeden zakrwawieniec i kurier z Pizzy Hut. przebiegamy głodni przez ulicę, wtargnąwszy uprzednio na jezdnię i już siedzimy na pijackiej ławeczce, pełnej butelek po winie, wciągając parującą pizzę prosto z kartonu. Dzidek zjada brzegi, my całą resztę. piknik pod wiszącym gilem, bo teraz zakatarzeni jesteśmy już wszyscy, za to uszczęśliwieni bardzo. śmiejemy się, Jezu, jak my się do siebie i ze sobą śmiejemy. jest bosko. jest super. jest normalnie.

ale muszę wracać. M. pojmuje to bez słowa, więc nawet się nie żegnamy zbyt wylewnie, żeby nie powiedzieć za dużo. zadzwoń, ty daj znać, do jutra, no do jutra, odwróć się teraz szybko i zmykaj, a wy już jedźcie, żeby się Dzidek nie skapnął.

ale się bestia skapuje. i choć nie zwracał na mnie uwagi przez całą moją do niego ucieczkę z oddziału, teraz orientuje się, że znów mam zaniknąć z jego życia. czyli, skubany, zauważa mnie jednak w pewnym sensie.

dla pozoru, dla tego nieszczęsnego pozoru, uśmiecham się i macham do niego wesoło na pożegnanie. M. robi w tył zwrot i odjeżdża z wyjącym Dzidkiem, żeby zabrać mnie z jego zapłakanych oczu.

a Dzidek odrzuca koc, którym go opatuliliśmy aż po brwi, rozpaczliwie wystrzeliwuje z wózka wyciągnięte, odmrożone ręce i krzyczy, krzyczy strasznie.

– nieeeeeeeeeeeeeeeee! mamaaaaaaaaaaaaaaaa! nieeeeeeeeeeeeee!

odwracam się na pięcie, odchodzę jak gdyby nigdy nic.

i wtedy moje serce rozpada się na tysiąc kawałków.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 29/12/2011 by in Uncategorized.

stare.

fanklub

na fejsie

%d bloggers like this: